Sól naszego miasta: Naprawiam, nie szyję

Czas, gdy przy Klonowicza 11 razem z ojcem szył piękne buty ze skóry już dawno przeminął. Teraz Ryszard Stefaniak wyłącznie je naprawia. I jest w tym prawdziwym mistrzem.
TEKST: Karolina Sternal
Czas, gdy przy Klonowicza 11 razem z ojcem szył piękne buty ze skóry już dawno przeminął. Teraz Ryszard Stefaniak wyłącznie je naprawia. I jest w tym prawdziwym mistrzem.

Panie Ryszardzie, da się naprawić? – to pytanie zadaję, gdy przychodzę z parą butów, które już swoje przeszły. I zazwyczaj dostaję taką odpowiedź:

Da się, dlaczego nie. Są ze skóry, dobrze zrobione, to czemu nie ma się dać.

Jeśli jednak z siatki wyjmuję jakieś okazyjnie kupione za parę groszy – zazwyczaj takie na lato – i które już w połowie sezonu ledwie trzymają się na nogach, to słyszę:

No co tu można naprawić, jak to sama szmatka i plastik, a do tego wszystko klejone na styk. Ale niech Pani zostawi, spróbuję coś zrobić, choć ta naprawa to będzie kosztować tyle co pewnie takie nowe.

I ma pan Ryszard rację. Ale ponieważ ja nie lubię wyrzucać, a on nie lubi klientom odmawiać, to zazwyczaj kończy się na naprawie. I tak moja para dołącza do wielu innych, które na półkach czekają na chwilę, gdy weźmie je do ręki, włoży na kopyto i przedłuży ich żywot. Kiedyś na tych półkach stały nie pokrzywione, ze zdartymi obcasami, ale lśniące nowością skórzane buty wykonane rękami rzemieślniczej rodziny.

Dziadek był krawcem w Śmiglu, ale ojciec wyuczył się na szewca. Pierwszą pracę podjął w państwowej firmie, jednak po pewnym czasie zrezygnował – opowiada Ryszard Stefaniak. – W 1970 roku przejął w Lesznie przy Klonowicza zakład po odchodzącym na emeryturę szewcu. Ojciec, razem z mamą, która także pracowała w warsztacie, szył buty, zarówno na miarę dla konkretnego klienta, jak i pełną rozmiarówkę na sprzedaż.

Sprzedażą zajmowała się głównie mama. Na buty od Stefaniaka w dni targowe na Nowym Rynku kobiety czekały jak na świeże bułeczki u pobliskiego piekarza. Towar sprzedawany był także w Kościanie, Rawiczu, Gostyniu, Wolsztynie. Gdy półki w sklepach obuwniczych świeciły pustkami, to szewska produkcja oparta głównie na pracy ręcznej wspomaganej maszynami kwitła. Zimowe kozaki, wyjściowe szpilki, czy letnie sandały długo nie czekały na klientów. Wręcz przeciwnie, trzeba się było mocno spinać, aby nadążyć z realizacją zamówień. Jedynym problemem był ograniczony dostęp do odpowiedniej skóry na buty i niezbędnych dodatków.

Jako chłopak nie chciałem zostać szewcem, choć dużo czasu spędzałem z rodzicami w warsztacie i lubiłem to miejsce – wspomina Ryszard Stefaniak. – Podobnie jak koledzy, chciałem iść na mechanika, ale ojciec postawił na swoim i najpierw wyuczyłem się na cholewkarza, a później na szewca.

Ryszard Stefaniak – właściciel zakładu szewskiego przy Klonowicza 11

W roku 1987 przejął po ojcu zakład. Jeszcze przez kilkanaście lat szył buty, ale już coraz mniej. Konkurencja fabrycznej produkcji, a jeszcze bardziej sprowadzane z Azji tanie obuwie sprawiło, że ostatecznie przestał się tym zajmować. Pozostał przy naprawach. Zeluje, przybija nowe fleki, wszywa zamki, naprawia cholewki, skleja, jak trzeba – bo klientka kupiła nieco za ciasne – to i nieco rozbije, ale tylko te skórzane. Zaradzi, gdy leszczyńskie mażoretki mają kłopot ze swoimi butami, czy zjawi się klient szczególnie wymagający. Swój fach zna na wylot i pewnie dlatego pracy mu nie brakuje, choć nie jest to już tak intratny biznes jak za czasów jego ojca.

Podziel się artykułem

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

przeczytaj jeszcze

Uncategorized

O Idei „L”

Idea „L” z założenia była bardzo prosta! Pokazać leszczyńską starówkę z tej dobrej, zaskakującej, nieoczywistej i jakże różnorodnej strony.

Czytaj więcej >>
Uncategorized

FOTO

L Magazyn to, poza interesującymi artykułami o starówce, 21 sesji zdjęciowych, z których każda opowiada pewną historię, skrywa

Czytaj więcej >>